Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

O czym śni Morfeusz?

O swoim życiu i snach opowiada Radosław Elis. Aktor wcieli się w postać Morfeusza w najnowszym spektaklu Jerzego Moszkowicza. Premiera 12 lutego w Scenie Wspólnej.

.
.

Zenon Zasępa to postać, z którą już chyba zawsze będę pana kojarzyć. Mając "naście" lat uwielbiałam "Sposób na Alcybiadesa". Przeraziłam się jednak, kiedy sprawdziłam datę premiery filmu, bo to było dokładnie 20 lat temu.

Tak dawno? Byłem wtedy dopiero na trzecim roku studiów.

To chyba wtedy też decydował pan, w którą stronę pójść: filmu czy teatru?

Tę decyzję poniekąd za aktora podejmuje przypadek. Zaczynając pracę w tym zawodzie, miałem więcej szczęścia do filmu i telewizji, ale później to się zmieniło. Nie ubolewam jednak na tym, bo naprawdę lubię pracę w teatrze.

Po studiach został pan w Warszawie. To ważny dla pana kariery okres? Czy może teraz dzieją się rzeczy ważniejsze?

Ważne jest zawsze to, co się dzieje tu i teraz. Ale jest przecież tak, że to, co było, ma związek z tym, co jest teraz. A teraz ma z kolei związek z tym, co dopiero będzie. Trzeba być kowalem własnego losu.

Okres ten oczywiście był dla mnie ważny. Bo miałem np. to szczęście, że od razu po szkole dostałem angaż w Teatrze Narodowym. Wtedy też pojawiały się propozycje muzyczne z Teatru Roma, gdzie zagrałem w musicalu "Miss Saigon". Później dopiero dostałem dużą rolę - Raskolnikowa, w poznańskim teatrze.

I wtedy zdecydował pan, że zostaje w Poznaniu?

Nie tak od razu. Po tej roli, jeszcze przez rok czy dwa nie byłem związany na stałe z żadnym teatrem. Grałem trochę w Warszawie i trochę w Poznaniu. Potem jednak dostałem kolejną ważną rolę w Teatrze Nowym, umowy z warszawskimi teatrami wygasły.

Poznań zyskał wtedy świetnego aktora. Śpiewa pan, ale też gra na akordeonie, gitarze i trąbce.

Żartuję zawsze, że gram na wielu instrumentach, ale na żadnym bardzo dobrze. Na początku był akordeon. W okresie podstawówki i liceum grałem z kolei w Orkiestrze Dętej Ochotniczej Straży Pożarnej w Pilawie. Najpierw na waltorni, potem był puzon, ale ostatecznie związałem się na wiele lat z trąbką. Zawsze też śpiewałem. Dwa razy nawet udało mi się pojechać na Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej, gdzie poznałem Wojciecha Kościelniaka.

Projekty muzyczne zawsze były mi bliskie, chociażby wspomniana "Miss Saigon". Zaśpiewałem w tym spektaklu dużą rzecz, chociaż nie jestem zawodowym śpiewakiem. To było nobilitujące. Ważne dla mnie było również spotkanie z Jerzym Satanowskim. Wystąpiłem m.in. w jego "Listach do pozostałych", to spektakl o życiu Edwarda Stachury. Ponadto gram też w Teatrze Muzycznym w Poznaniu w "Księżniczce Czardasza". A to z kolei jest operetka, śpiewam partię klasyczną. I co ważne, śpiewam ją swoim głosem. Miałem duże obawy, ale to bardzo ciekawe doświadczenie. Bardzo mnie ta rola cieszy.

Całkiem nowa rzecz to z kolei projekt Tango Fogg, pomysł Krzysia Sameli. Gramy i śpiewamy piosenki Mieczysława Fogga. Niedawno dołączyła do nas Oksana Hamerska, z którą przygotowaliśmy też piosenki Eugeniusza Bodo. Można nas zobaczyć z tym repertuarem w całej Polsce.

Co z adwokatem Moonem? Ta rola w spektaklu "Lobotomobil" w reżyserii Janusza Wiśniewskiego dała panu Medal Młodej Sztuki.

To też była rola muzyczna. Specyficzna, ale jednak.

I rzeczywiście była to najbardziej wymagająca z pana ról?

Każda rola jest wymagająca.

A nie jest tak, że w jedną musi pan włożyć więcej pracy, a w inną mniej?

Oczywiście, że tak jest. Ja w ogóle bardzo długo dojrzewam do roli.

Co to znaczy?

To znaczy, że potrzebuję dużo czasu, by przekonać się, że idę w dobrym kierunku, że właśnie o to chodziło reżyserowi. W przypadku Moona jednak było tak, że od pierwszej próby wiedziałem, z czym się mierzę. Ta postać była wyjątkowa.

Co w niej było wyjątkowego?

Nie mam pojęcia. Zbudowana była tak jak większość postaci: na śpiewaniu i rytmie. A my zwyczajnie improwizowaliśmy na tekstach, do których muzykę skomponował Jerzy Satanowski.

Mówimy cały czas o repertuarze dla dorosłych, a co ze sceną dla dzieci? Na niej również pan się pojawia. W której z tych przestrzeni czuje się pan lepiej?

Nie ma różnicy, jeżeli chodzi o moje samopoczucie. Widz młody jednak jest szczery do bólu i o tym trzeba pamiętać. Nie można go oszukać.

Czyli recenzje małego krytyka bywają często dużo bardziej druzgoczące niż te drukowane w gazetach?

To na pewno są recenzje bardziej prawdziwe.

Przejmuje się pan nimi bardziej?

Przejmuję się reakcją małego widza podczas spektaklu. Bo z dorosłym widzem na coś się umawiamy. A widz dziecięcy, kiedy nie interesuje go spektakl, odwraca się plecami. I tyle.

Zabiera pan własne dzieci na spektakle, w których gra?

Nie.

Żartuje pan, prawda?

Oczywiście, że zabieram dzieci do teatru...

Czuję, że jest jednak jakieś "ale"...

...ale nie jest to sytuacja komfortowa. Staram się bardzo oddzielać życie zawodowe od życia w domu, ale wiem, że nie uniknę tego do końca. Kiedy nie znam widzów, gram po prostu z mniejszym obciążeniem.

Niedługo zobaczymy pana w nowej roli - Morfeusza. Jak to jest być muzą Jerzego Moszkowicza? Bo podobno na początku był właśnie... Radosław Elis.

Uwielbiam pracować z Jurkiem Moszkowiczem i w zasadzie nie wiem, która to już będzie nasza wspólna realizacja. Zaczęło się chyba od "Serca boksera", bardzo dawno temu. Gram w większości wyreżyserowanych przez niego spektakli, ale sztukę "Morfeusz Sen" rzeczywiście napisał specjalnie dla mnie. To wspaniałe uczucie, choć dziwne.

"Dla mnie" czy "o mnie"? Bo Morfeusz przybiera przecież różne postaci...

Każdy aktor przybiera różne postaci. A dlaczego to ja, a nie jakiś Kowalski, to nie wiem. "Morfeusz Sen" to monodram. Będę śpiewał najpiękniejsze kołysanki. Nie będę jednak usypiał, choć z tym to się wiąże. Będę zsyłał sny.

Jakie Morfeusz ześle sny na dzieci, które przyjdą do Sceny Wspólnej?

Takie, które będą im w danym momencie najbardziej potrzebne.

O czym śni sam Morfeusz?

Morfeusz nie śni, bo nigdy nie śpi.

A Radosław Elis?

O... sławie.

Rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

  • "Morfeusz Sen"
  • tekst, dramaturgia i reżyseria: Jerzy Moszkowicz
  • występuje: Radosław Elis
  • Scena Wspólna (ul. Brandstaettera 1/ ul. Za Cytadelą)
  • premiera: 12.02, g. 17
  • dla dzieci od 5 do 7 lat
  • produkcja: Wojciech Nowak, Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu
  • bilety: 9/18 zł (dostępne w CIM)
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.